poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Święta Ziemia

O 11 letnim chłopaku, który cierpi na nudę. W końcu znajduje pasje. Znajduje Pianino które wydaje się być początkiem jego przygody o której zawsze marzył. Owy instrument nie jest zwyczajny. Jest tylko jeden szkopuł musi się na nim nauczyć grać. Jedyna Osoba, która może go nauczyć to Małgosia, która go nienawidzi i vice versa. Ale Chęć nauki okazuje się silniejsza. Małgosia zgadza się go nauczyć pod jednym Warunkiem. Jaki to warunek, do czego doprowadzi to Tomka?
Święta Ziemia

-        Dobra, jak ci tak bardzo zależy to mogę cię nauczyć, ale pod jednym warunkiem- powiedziała Małgosia ze złowieszczym uśmiechem.
-        Zrobię wszystko, jeszcze raz przepraszam - skamlał Tomek, po czym szeroko otworzył oczy  i popatrzył jej prosto w ślepia - co muszę zrobić?
-         ha ha - parsknęła śmiechem na myśl o swoim pomyśle. Uspokoiła się i powiedziała to tajemniczym i drżącym głosem podnosząc przy tym ręce do góry  udając ducha - musisz wejść na świętą ziemię.
-         Małgosia! Nie udawaj ducha, bo uwierzę, że nim jesteś...
-        Więc piszesz się na to? - zapytała go tak jakby to była najważniejsza decyzja w jego życiu.
-        Ej, ale ty tak serio z tą świętą ziemią,czy sobie jaja robisz? - zapytał  tak, żeby brzmiało jakby zadał poważne pytanie, a jednocześnie  aby brzmiało to żartobliwie.
-        Oczywiście, że serio. Święta ziemia pojawia się co jakiś czas na moim polu, z czasem przestaje mieć swoje święte właściwości, więc musimy się pośpieszyć - Gdy Małgosia mówiła różne odmiany słowa „świętość” miało się wrażenie, że je specjalnie podkreśla.
-        Cokolwiek to jest... zgoda, ale wiesz, ze to wiąże się z tym, że przez jakiś czas będziemy musieli spędzić chwile razem?
-        Wiem, jakoś to wytrzymam - znów parsknęła śmiechem
-        Co tak rżysz jak koń wyciągnięty spod pupy mojej prababki – zapytał zmieszany Tomek.
-        Ja? nie rże! Jeśli masz zamiar mnie obrażać możemy się pożegnać... - udała zdenerwowanie
-        no już dobrze! Zgoda. To chodźmy
-        A będę mogła nagrywać to co robimy na aparacie? - zapytała niewinnie
-        No jak cię to ma podniecić to czemu nie

Tomek bardzo lubił być nagrywany. Pomyślał nawet, że Małgosia robi mu przysługę, uwielbiał być w centrum uwagi, nawet jeżeli to jest centrum złożone z niego, Małgosi, aparatu i  Świętego Pola.
        Wyszli ze szkoły kierując się w stronę swoich domów. Okazało się, że idą w jednakowym kierunku, bo mieszkają na tej samej ulicy. Małgosi dom znajdował się 500 metrów od domu Tomka. Szli ładną aleją najpierw klonów, a potem kasztanowców.  Gdzieniegdzie  pojawiała się brzoza. Niektóre z nich nadawały się do wejścia, a zwłaszcza jedna brzoza, która była wyjątkowa spośród innych brzóz. Została ochrzczona przez Tomka i Cyriaka mianem BRZOZY pisanej dużymi literami.  Na takowy zaszczyt zasłużyła sobie idealnym rozrostem gałęzi, wprost stworzonym po to aby można się po nim wspinać. Pomiędzy drzewami wzdłuż całej ulicy Malinowskiej na której mieszkali Tomek i Małgosia znajdował się szeroki pas chodnika i ścieżki rowerowej.  Po niej właśnie kroczyli milcząc, mijając Cmentarz, na którym znajdowało się pianino. Tomek przez całą drogę myślał tylko o dziwnym pianinie i  o tym co się stanie jak zagra nuty, znajdujące się w teczce. Małgosia co jakiś czas ukradkiem spoglądała na Tomka śmiejąc się pod nosem. Idąc od Cmentarz nie minęli żadnego domu. Wzdłuż drogi rozlewały się pola uprawne i pastwiska na których pasły się zwierzęta. W końcu doszli do gospodarstwa Małgosi. Miała ona krowy, świnie i kury. 

-        Pójdę powiedzieć mamie, że wróciłam, a potem się tobą zajmę. Poczekaj tu chwile – Orzekła Małgosia. Tomek zaaprobował to skinieniem głowy. Rozejrzał się dookoła, na podwórku były wszędzie odchody od kur. Naprzeciwko domu znajdował się chlew i Obora. Po chwili wróciła Małgosia z aparatem

-        Jestem gotowa. Możemy iść. Za oborą znajduje się Pastwisko na której przebywają krowy za dnia. Teraz akurat są w oborze, bo zwykle o tej porze piją.... A apropos tego  zadam ci zagadkę.
-        Jakiego koloru jest kartka ksero-
-        białego...
-        Jakiego koloru jest śnieg?
-        Białego
-        Jakiego koloru jest biały sufit?
-        Białego- odpowiedział po chwili zastanowienia, bo pomyślał, że to podpucha
-        Jakiego koloru jest – zastanawiał się Małgosia co powiedzieć-  jakiego koloru powinny być zęby
-        białego – roześmiał się Tomek
-        Jakiego koloru jest to- wskazała na swoją białą spinkę do włosów
-        brązowego- specjalnie się pomylił Tomek
-        nie włosy, spinka- oburzyła się Małgosia- a więc jakiego jest koloru?
-        Białego
-        Co pije krowa?
-        Mleko – odpowiedział to tak, jakby to była oczywista rzecz.
-        Właśnie, że nie biały bałwanie ha ha ha- szyderczo się zaśmiała oddzielając każdą sylabę ha od siebie- Krowy piją wodę – tomek uderzył się dłonią o czoło - No to jak już ustaliśmy, że jesteś głupi to krowy o tej porze właśnie piją wodę- wyjaśniła jakby mówiła do tępaka
-        A spadaj...  Lepiej mi powiedz, gdzie jest ta święta ziemia.
-        Za oborą –  Małgosia potarła chytrze rączki- To co idziemy?
-        Za oborą?  A co tam jest świętego?
-        Zobaczysz- odparła uśmiechając się Małgosia - Tomek?
-        Co?
-        Wiesz, że cię nie lubię, nie?
-        Ale nie zabijesz mnie? O matko ta święta ziemia to niebo! Obiecaj mnie że mnie nie zabijesz! - udał żartobliwie Tomek, ale tak naprawdę miał lekkiego stracha
- No dobra, przyznam, że to było błyskotliwe, ale święta ziemia jest bardziej przyziemna- słowo „przyziemna” Małgosia przeciągła
Poszli za oborę. Tomek zobaczył zielone pastwisko. Trawa sięgała mu do kostek.
-        No to jesteśmy... - ucieszona powiedziała
-        Gdzie? Gdzie jest ta święta ziemia? Przecież to zwykłe pastwisko. - powiedział zawiedziony Tomek
Małgosia wyciągała aparat gdy powiedziała:
-        Spójrz pół metra do przodu widzisz?- włączyła funkcje nagrywania- To jest właśnie święta ziemia- próbowała się zaśmiać złowrogo, tak jak się śmieją  czarne charaktery w bajkach, gdy coś poszło po ich myśli.
-        Przecież to kupa - Tomek momentalnie się obrzydził. Zobaczył przed sobą ogromną, gdzieś o średnicy 40 cm, brązową, śmierdzącą krowią kupę. Była jeszcze świeża, ale muchy już zdążyły się zlecieć. - bleee – zrozumiał teraz te wszystkie aluzje Małgosi typu „ to bardziej przyziemna święta ziemia”, „ Święta ziemia pojawia się co jakiś czas na moim polu, z czasem przestaje mieć swoje święte właściwości, więc musimy się pośpieszyć” - Ty... Ty - Chciał ją obrazić, ale się powstrzymał, miała go przecież nauczyć grac na pianinie.  Małgosia przez cały czas się śmiała złowieszczo śmiechem upiornej Liszy.
-        O co ci chodzi – płakała ze śmiechu – przecież się zgodziłeś, nie okłamałam cię co do świętej ziemi- na chwilę spoważniała i powiedziała- nigdy nie chciałeś kroczyć po czymś mięciutkim?- zaszydziła.
-        Chyba cię powaliło, nie zrobię tego... - zablefował Tomek
-        Jak chcesz - Małgosia cały czas to nagrywała- Ale pamiętaj, Albo wejdziesz na świętą ziemię- znowu wybuchła śmiechem, po chwili uspokoiła się – albo nie nauczę cie grać na pianinie.
W Tomku wezbrała się wielka złość, wiedział, że musi się nauczyć grać na Pianinie. Poczuł ukłucie nienawiści w stosunku do Małgosi. Już postanowił stąd odejść jak w pewnym momencie usłyszał głoś w swojej głowie „ Zagraj mnie, nie pożałujesz”  - mam obsesje- pomyślał Tomek. Uspokoił się i z pełnym opanowaniem powiedział:
-        Dobra zrobię to
-        Azaliż powiadam ci, zrób to- Wyniośle powiedziała Małgosia.
Tomek podszedł bliżej świętej ziemi. Podskoczył, cały się wzdrygnął wydając przy tym dźwięki typu:
-brr   brrr prrr- zaczął machać rękami, zapomniał dawno że jest nagrywany po czym przyłożył buta o milimetr do świętej ziemi
-        No dalej – Popędzała go Małgosia
-        Spadaj !- nie minęła sekunda od słowa Spadaj jak stopa Tomka znalazła się w świeżej, cieplutkiej jeszcze krowiej kupie. Od razu wyciągnął  stopę. Po czym zaczął skakać jak opętały wzdrygając się, wycierając kupę o trawę
-        To świętokradztwo! - krzyknęła Małgosia- Jak możesz tak marnować ŚWIĘTĄ ZIEMIĘ- wybuchła śmiechem Małgosia.
-        Usuń to!
-        Nie!
-        Usuń to! Słyszysz!?...- Wrzasnął Tomek
-        Cicho bo rodzice przyjdą- szepnęła Małgosia
-        Nic mnie to nie obchodzi! Usuń to! - Co raz bardziej Tomek popadał w Furię
-        Pamiętasz? Zgodziłeś się- powiedziała jak do dziecka Małgosia – niuniu niuniu – Niuniała tak zręcznie jak ciotki niuniają do małych dzieci łapiąc ich za policzki- Mogę to usunąć, ale zapomnij o nauce grania na pianinie- niuniu niuniu- znowu zaniuniała Małgosia.  



niedziela, 7 czerwca 2015

W przyszłym Tygodniu TO I TAMTO. Co Robić ?


Kolokwium z tego, z tamtego i z tego a i jeszcze z tamtego w przyszłym tygodniu? Nie ma w przyszłym tygodniu żadnego kolokwium.

Matura z tego i tamtego już jutro ? Nie ma żadnej matury jutro

Sprawdzian z tego jutro, pojutrze z tamtego, a popojutrze z tego tego i tamtego? Nie ma żadnego sprawdzianu.

O nie egzamin gimnazjalny jutro? Nie ma żadnego egzaminu gimnazjalnego jutro

Sprawdzian szóstoklasisty jutro? Nie ma żadnego sprawdzianu szóstoklasisty jutro.

A jeśli jest? Myślicie że was okłamuje? Tak naprawdę macie w przyszłym tygodniu wszystkie te rzeczy, które macie w przyszył tygodniu ?

Tak naprawdę w równoległym wszechświecie macie o wiele gorzej. Zacznij lepiej współczuć samemu sobie z równoległego wszechświata. Pogardzaj samym sobą z innego równoległego świata bo on w przyszłym tygodniu nie ma NIC.

ehhh Nie słuchaj mnie! Nie współczuj! Nie gardź!  Po prostu się zabij !

Ehhh Nie Słuchaj mnie! Nie Zabijaj się, chyba że masz ochotę!

ehhh Nie Słuchaj mnie !! Nie Zabijaj się, nawet jeśli masz na to ochotę!

PO PROSTU PRZYJMIJ NA SIEBIE TO CO MASZ!!!!!! I NIE PŁACZ! BO WIECIE KTO PŁACZE?

 NIE WIEM, ALE NA PEWNO KTOŚ TO ROBI.

W sumie jak masz ochotę płakać to płacz.
Czyli w sumie co robić ?

pfff tego dowiesz się w następnym odcinku Mody na sukces.

buahhahaha. Nie będzie nastepnego odcinka Mody na Sukces, w takim razie CO ROBIĆ?


NIE WIEM. SKĄD MAM WIEDZIEĆ! przecież to nie rubryczka w "Bravo" z poradami dla osób, które nie wiedzą czy zajdą w ciąże na odległość.








Pamiętaj kupić węgiel na ZIMĘ.
TERAZ TANIEJ.

środa, 24 września 2014

Nie, Bo nie

Opowiem wam bajkę o tym dlaczego... Nie, to nie będzie bajka o tym jak kot palił fajkę...

Przychodzi 9 letni Marcin do mamy i się pyta:
-Mamo, mogę iść do Tomka? 
-No pewnie idź, uważaj na siebie- odpowiedziała z uśmiechem mama
Marcin pobiegł do Tomka, który mieszkał na przeciwko. Kiedy przebiegał przez ulicę potrącił go śmiertelnie samochód. Matka słysząc wypadek wybiegła przerażona. Gdy spostrzegła że to w jej synka uderzył samochód zaczęła lamentować. NIEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEEE. POMOCYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYYY 
CO TY ZROBIŁEŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚŚ 
NIECH MU KTOŚ POOOOOOOOOOOMOŻE

Nagle zaczęło mocniej wiać. Trochę się ściemniło jak gdyby zanosiło się  burzą i z chmur zstąpiła legendarna postać trzymająca kosę w ręce. 
w pewnym momencie niebiańska postać przemówiła do matki
- Mogę wskrzesić twojego syna pod jednym warunkiem
- JAKIM? jakim? Zrobię wszystko. Proszę, tylko go wskrześ-  błagała matka
- Wskrzeszę go, jeśli nigdy więcej nie dopuścisz do tej sytuacji. On nie może się dowiedzieć, ze umarł. Nigdy przenigdy nie może się o tym dowiedzieć. Rozumiesz ? 
- Rozumiem

Legendarna postać poprawiła sobie włosy i  synek ożył. Pamięć kierowcy została wymazana, a samochód naprawiony i gotowy do dalszej jazdy jakby się nic nie stało.


Tego samego dnia Marcin się pyta:
- Mamo mogę iść do Tomka? 
- Nie- odparła przestraszona matka
-Dlaczego? - zapytał nierozumiejący Tomek
 Matce przychodziło miliony myśli. Wszystkie wspomnienia z wypadku wróciły. Próbowała wymyślić jakieś kłamstwo ale nic jej nie przychodziło do głowy. Jedyne co była wstanie z siebie wykrztusić to:
-Bo NIE

KONIEC


Teraz rozumiecie dlaczego rodzice i inni używają argumentu " Nie, bo nie". Jeśli to robią, oznacza to, ze wcześniej musieliście zginać albo musiało się wam stać coś bardzo złego i w ten sposób uratowali wam życie. 

Jak zwykle szerzcie tę teorie światu. Chyba, że Legendarna postać wam kazała inaczej... 




czwartek, 30 stycznia 2014

Chwalenie.




           Chcę wam zdradzić pewną tajemnicę. Nie wiem czy zauważyliście, ale niektórzy jak osiągną jakiś sukces, chociaż by to było najmniejsze osiągnięcie często są chwaleni. Super, że są chwaleni, bo każdy chyba lubi pochwały. Ale to nic odkrywczego. Chciałbym wam powiedzieć o tym, że warto pochwalić po czasie, a nie wtedy jak wszyscy chwalą. Wyobraźmy sobie taką sytuacje. Osiągnąłem coś fajnego. wszyscy składają mi gratulacje, wszyscy naraz, aż zbrzydnie mi się to. A teraz wyobraźcie sobie sytuacje, kiedy jakaś osoba pochwali cię za to osiągnięcie po upływie miesiąca. Wtedy wszystkie wspomnienia odżyją. To będzie bardzo wartościowa pochwala. Pochwala, która łechta najmocniej jak potrafi. Dochodzi w każde zakamarki ludzkiego ciała i  to bez zbędnej wazeliny :)



Lekcja na dziś!
Chwalcie osoby, które cenicie także po jakimś czasie, nie tylko wtedy kiedy wszyscy chwalą.

środa, 8 stycznia 2014

Sofistyka. Taaaa... a co to ?



Witam!

Powiem wam coś. Chodzę do szkoły. Jeszcze! Bądź co bądź w szkole rozmawia się z ludźmi. Naprawdę w szkole są ludzie. Niektórzy fajni, niektórzy mniej. No ale z założenia ludzie są fajni? Przynajmniej chcę tak myśleć.Zmierzam do tego, że czasami podczas rozmowy lub blablaniny albo "nfj;sncvj'dbvwoi" pojawiają się słowa, które nie dla wszystkich są zrozumiałe. Nie używa się ich , żeby być ąę(= ach och), tylko po to, że często w  jednym słowie znajduję się kwintesencja tego, co chcemy powiedzieć. Jednym z takich słów jest sofistyka. Kiedy ktoś spytał mnie "eeee... a co to znaczy?" przyznam szczerze, ze nie umiałem podać takiej zadowalającej definicji pozwalającej każdemu zrozumieć istotę tego słowa. Mam dość męczenia się z tym i dlatego postanowiłem poszukać ładnych definicji tego słowa w internecie. Ale, ale, nie, nie, nie... Najpierw pokażę wam przykład na zastosowanie sofistyki, który sam, możliwe że nie udolnie, ale wymyśliłem.

przykład:
Niektóre przedmioty w szkole są fajne.
jednym z  niektórych przedmiotów jest chemia, więc chemia jest fajna* 
amfetamina i heroina to czysta chemia, a więc amfetamina i heroina są fajne. 
ćpuny biorą amfetamin i heroinę, więc ćpuny też są fajni
 ćpuny czasami są przestępcami, więc przestępcy są fajni
Przestępcy zabijają, więc zabójcy są fajni
Zabójcy zabijają ludzi, więc ludzie są fajni. 



Dobre sobie prawda? Ludzie są fajni??? taa... No właśnie to jest sofistyka. Polega ona na tym, żeby udowodnić jakąś fałszywą tezę nieuczciwą argumentacja. No bo przecież ludzie nie są fajni, a z tego sofizmatu wynika, że są. Nie wiem jak wy, ale ja mam orgazm.
 *nie każdy lubi chemie, a udowodniłem, że chemia jest fajna 
Teraz podam definicję słownikowe dla tych, którym nie podoba się moje wyjaśnienie albo dla tych, którzy po prostu chcą poznać definicję ( lektura nieobowiązkowa).

 1.zwodniczy "dowód" matematyczny, pozornie poprawny, lecz faktycznie błędny, zawierający rozmyślnie wprowadzony błąd logiczny, trudny do wykrycia na pierwszy rzut oka.
2.wypowiedź lub sformułowanie, w którym świadomie został ukryty błąd rozumowania nadający pozory prawdy fałszywym twierdzeniom;
3.wszelka próba dowiedzenia swoich racji, bez względu na wartość logiczną przedstawionej argumentacji. ( ahhahahaha, nie czuję jak Wikipedia rymuję hehehe)
Z poważaniem
Szymon Mędykowski

P.S Tak naprawdę, lubię ludzi...
P. S 2. Nie jestem dobry z poprawności, wiec jak widzicie jakieś błędy to piszcie na maila, na facebooku albo w komentarzu, ale tylko jeśli macie na to ochotę :)

niedziela, 5 stycznia 2014

Moja prawdziwa Natura?

Dzisiaj moja mega koleżanka przygotowała dla mnie mega obrazek przedstawiający mnie i moją  naturę szalonego chemika.

Przy okazji opowiem wam ciekawą anegdotę z mojego życia:)
Jak byłem jeszcze w gimnazjum to stałem któregoś dnia w szkole i w pewnym momencie usłyszałem dobiegający z drugiej strony korytarza głos mojej nauczycielki od chemii:
-Szymon! Szymon, zaczekaj...- wykrzykując to dobiegała do mnie, po chwili odsapnięcia powiedziała
- Wiesz co Szymon? Tak sobie ostatnio myślałam o Tobie- mówiąc to była cała zasapana
- hmm???- zapytałem zaskoczony i zaciekawiony
-Szymon ty to zostaniesz szalonym naukowcem...- powiedziała i odeszła...

Bardzo mnie rozbawiła ta sytuacja, która do teraz została mi w pamięci. Coraz częściej wierzę, że jej prorocza wizja się spełni :)


A o to dzieło Zuzi :)

Dziękuje Zuzuś :) Jak jesteście ciekawi kto robi takcie cuda to zapraszam was do zajrzenia na jej bloga:
 http://zuzannakulesza.blogspot.com/

P.S jakby co, to ten gostek na tym zdjęciu to ja...

piątek, 3 stycznia 2014

Usprawidliwienie mojego Syna/ Córki

Nie uważacie, że wiedzieć coś, czego nie wie ktoś inny  jest pewnego rodzaju władzą? Ja tak uważam. Niektórzy myślą tak, aż do tego stopnia, że nie tłumaczą niczego koleżankom bądź kolegom z klasy, ponieważ obawiają się, że kolega lub koleżanka zabiorą im miejsce na wymarzone studia.  Ja należę do osób, możliwe, że głupich bo lubię się dzielić czymś co wiem. A co jak uczeń przerośnie mistrza? Przeraża mnie to. No ale z drugiej strony, co jeśli ta osoba osiągnie coś dzięki temu i kiedyś powie "Fizykom Geniuszom"? Wtedy zacznę mieć czkawkę( kiedyś moja dobra koleżanka z klasy powiedziała mi, że jak ktoś kogoś obgaduje to ta osoba obgadywana ma właśnie czkawkę). Ja lubię, mieć czkawkę, bo wtedy mogę pić małymi łyczkami napój i mi przechodzi, ale nie o tym chciałem pisać, a właściwie mówić, bo pisze tak jakbym mówił. Nie jestem za dobrym pisarzem. Dlatego mówić, a nie pisać. No dobra, mówcą też nie jestem za dobrym, ale coś trzeba robić.

Dzisiaj chciałem podzielić się z wami pomysłem na ciekawe usprawiedliwienie. Nie jest to nic chemicznego, bo dawno nie uczyłem się chemii, ale możecie to potraktować  jako doświadczenie
-co wasi wychowawcy powiedzą,
-jaka będzie ich "reakcja", a jak wiadomo reakcja to już coś chemicznego (tak jakby ktoś się czepiał, że tu nie ma nic, w tym poście, chemicznego.)

" Proszę o usprawiedliwienie mojego syna/ córki w dniach ... z powodu mutacji milczącej "

hihi. Nie wiem jak dla was, ale dla mnie to jest bardzo śmieszne. Chciałem w tym miejscu podziękować pani Podskarbi, chociaż i tak wiem, że nie będzie tego czytała, ale może będzie miała czkawkę. A może tak jak ja lubi mieć czkawkę. Jak to mówi inny z moich nauczycieli " w każdym bądź razie" uczy mnie ona Biologii i jestem jej wdzięczny za informacje, które nam (klasie) przekazuje. Dzięki nim mam potem głupie pomysły, którymi mogę się podzielić z innymi, żeby w pewnym stopniu też stali się tak "głupi" jak ja i marnowali czas na czytanie tego czegoś.

Kochani moi drodzy.

Mutacja milcząca to taka gdzie w nici genetycznej wymianie ulega zasada azotowa, która zajmuje trzecie miejsce w kodonie, ale sens tego kodonu nie ulega zmianie, np. GUU → GUC (oba kodony kodują aminokwas walinę).
Nie uważacie, ze to niesamowite? Jest mutacja, ale nie wpływa ona na zmianę kodującego aminokwasu. Miała być np. walina i jest walina.  Nie wiem jak wy, ale ja mam orgazm. Najlepsze jest to, że takie mutacje milczące zachodzą w nas każdego dnia, więc nie musicie się obawiać, że kłamiecie pisząc takie usprawiedliwienie, a co wychowawca sobie pomyśli, to już nie wasza sprawa. Wy macie wiedzę, wy macie władzę!  To jest dopiero podniecające :) :)
  Uwaga to nie zadziała, jeśli wychowawcą jest biolog.

Pozdrawiam
Szymon Mędykowski

Ps. z poważaniem
Ps 2. z szacunkiem
Ps 3. Za każdy sarkazm, chciałem podziękować i z tego miejsca pozdrowić Pauline Trzeciak, ponieważ to ona przeczytała mi definicje sarkazmu i dzięki niej wiem co to znaczy sarkazm
Ps 4. hahahah nie ma Ps 4